pomagajka




Reklama za tekst.
Przyślij do nas krótką biografię jakiegoś "człowieka sukcesu" lub motywującą historyjkę do wykorzystania w serwisie - umieścimy Twoją reklamę powyżej.

Napisz do nas

Twój KLIK ma wartość!!!

Podaruj 1.20 PLN dziennie nie tracąc czasu na otwieranie poszczególnych okienek stron charytatywnych.

CZAS TO PIENIĄDZ... ;-)

Strona powstała...
... żeby oszczędność czasu zamienić na dobre samopoczucie i drobną pomoc potrzebującym. Potrzebujesz tylko 20 do 30 sekund na kliknięcie w każdego "klikacza" i pozamykanie okienek.
Teraz już nie ma wymówek ;-). Klikaj codziennie!



Niech Twoje kliknięcie ma wartość!!!


Dodatkowa nagroda  
za kliknięcie

Życiorysy ludzi sukcesu, motywujące historie, piękne tapety,, video karaoke do nauki angielskiego itp...
Dostaniesz pełny, nielimitowany dostęp do codziennie aktualizowanej  strony.

















Od 15.10.2009 odwiedziło nas:

poniedziałek, 14 września 2009

366. Ray Kroc (McDonald's)

Początek komiwojażerskiej kariery

Ray Kroc urodził się w roku 1902 w Oak Park, w chicagowskim West Side w skromnej rodzinie (jego ojciec Ludwik był technikiem w Western Electric Union). W przeciwieństwie do młodszego brata Boba, Raya nigdy nie pociągała kariera naukowa (Bob został lekarzem endokrynologiem, jednak zasłynął dopiero jako prezes Fundacji Kroca), wolał zajmować się rzeczami praktycznymi; kiedy więc Bob studiował medycynę, Ray sprzedawał papierowe kubki, od rana do późnego popołudnia przemierzając ulice Chicago w poszukiwaniu klienteli. Jego ówczesny rozkład dnia może niejednego przyprawić o zawrót głowy. Zaczynał pracę o siódmej rano, następnie sprzedawał kubki firmy Lily Tulip aż do siedemnastej. Po skończonej pracy zamiast do domu, jak większość ludzi, szedł do drugiej pracy. Wieczorami aż do drugiej nad ranem pracował w lokalnej rozgłośni radiowej, gdzie był zatrudniony jako pianista (gry na fortepianie nauczyła go matka, kiedy był jeszcze dzieckiem). Jak sam wspomina w swojej autobiografii, był zdolny do takiego wysiłku, gdyż umiał wykorzystać każdą chwilę wypoczynku; spał równie intensywnie, jak pracował. Kroc nie znosił bezczynności, chciał żyć na przyzwoitym poziomie i otaczać się ładnymi rzeczami. Tylko dzięki pracy na dwóch etatach mógł sobie na ten luksus pozwolić.

Wiosną 1925 roku, pomimo że interes z kubkami wciąż się rozwijał, Kroc postanowił wziąć pięciomiesięczny urlop. Wyruszył na Florydę, ale nie po to, by beztrosko odpoczywać. Zatrudnił się w firmie W.P. Morgan&Son zajmującej się pośrednictwem w handlu nieruchomościami. Terenem działania firmy był Bulwar Las Olas w Forcie Lauderdale, a klientami amerykańscy milionerzy. Ray sprawdził się także w handlu nieruchomościami. Jego wyniki były tak dobre, że firma nagrodziła go, oddając mu do dyspozycji limuzynę marki Hudson wraz z szoferem.

Kroc znalazł się na liście dwudziestu najlepszych agentów. W końcu jednak media przyczyniły się do załamania koniunktury, odradzając zakupu podmokłych, bagiennych gruntów na półwyspie. Ray powrócił do Chicago i do pracy w firmie Lily Tulip. W latach 1927-1937 poszerzył znacznie jej obszar działania. Był jednym z najlepszych akwizytorów, podlegało mu piętnastu innych sprzedawców. Mimo to praca w Lily Tulip szarpała mu nerwy, kierownictwo nie zgadzało się m.in. z jego propozycjami motywowania ludzi do pracy, skutecznie gasiło jego energię i entuzjazm. W owym burzliwym okresie Kroc poznał bliżej jednego ze swych klientów, inżyniera Earla Prince’a, który nie tylko założył sieć lodziarni o nazwie „Prince Castle", ale opatentował również swój wynalazek — multimikser do mlecznych koktajli wyposażony w sześć wirujących łopatek. Ray postanowił zaryzykować — porzucił pracę w Lily Tulip, przyjmując ofertę współpracy od zdolnego inżyniera. W wieku trzydziestu pięciu lat rozpoczął się nowy etap w jego życiu.
Od akwizytora do inwestora

Kroc został wyłącznym przedstawicielem handlowym firmy Prince’a; zajmował się dystrybucją multimikserów na obszarze całych Stanów Zjednoczonych, podczas gdy Earl ich produkcją. Ray pisał o tym okresie swojego życia: „było to dla mnie niczym szlifowanie kamiennej bryły — pierwszy etap wznoszenia mego osobistego pomnika ku czci kapitalizmu". Przekonywanie nabywców do nowego produktu wbrew pozorom nie było wcale takie łatwe, wielu restauratorów nie widziało istotnej potrzeby w przestawieniu się na miksery sprzedawane przez Kroca. Wkrótce II wojna światowa zatrzymała na pewien czas ekspansję Raya (miedź używana do produkcji mikserów była wówczas nieosiągalna), który zajął się w tym czasie dystrybucją słodzonego mleka w proszku. Zaraz po zakończeniu wojny Kroc powrócił do sprzedaży mikserów, które znajdowały swych licznych nabywców w wyrastających jak grzyby po deszczu nowych punktach gastronomicznych. W 1948 roku sprzedał ich rekordową ilość — osiem tysięcy sztuk.

Traf chciał, że pewnego dnia klientami Kroca zostali bracia McDonald z Los Angeles, którzy w swojej restauracji postanowili użyć aż ośmiu dostarczanych przez niego urządzeń. Kiedy Ray mógł wreszcie osobiście zobaczyć ich bar — oniemiał. Wzorowy porządek, nienaganna i szybka obsługa przy ogromnej liczbie konsumentów. Wnet „wyobraziłem sobie restaurację McDonalda przy wszystkich skrzyżowaniach dróg w całym kraju" — zapisał w swoim notatniku. Było to jak olśnienie. Nazajutrz braciom McDonaldom zaproponował utworzenie ogólnokrajowej sieci lokali wzorowanych na już istniejącym. Myślał o obopólnych korzyściach. I co ciekawe — ze swej strony tylko o nowych rynkach zbytu dla swoich multimikserów!

Początkowo bracia McDonaldowie wystraszyli się pomysłem rozentuzjazmowanego akwizytora, zdając sobie sprawę z ogromu zadań, jakie by ich czekały przy jego realizacji. Jednak Kroc podjął się tego zadania. Niczym wielcy zdobywcy i on nie poprzestawał na małym. „Myśl o sprawach wielkich, a wielkim się staniesz" — mawiał. McDonaldowie przyznali mu koncesję na budowę sieci restauracji na całym obszarze Stanów Zjednoczonych, identycznych jak ta pierwsza. Posiłki i napoje również miały być jednakowe. Umowa przewidywała, że Kroc otrzyma 1,9 % od obrotu każdej z restauracji, z czego McDonaldom odda 0,5%. Ray miał ponadto zagwarantowane 950 dolarów za każdą oddaną przezeń w ajencję placówkę. W 1955 r. w Des Plaines w stanie Illinois Kroc otworzył pierwszą franchise — ajencję będącą początkiem imperium McDonald'sa.
Wielki pomnik ku czci kapitalizmu

Zajmując się restauracją, Ray nie zaniedbywał handlu multimikserami, bo tylko dzięki temu miał z czego opłacić dzierżawę i pensje pracowników. W rok później w Kalifornii otwarto już trzy następne lokale, a do końca 1956 roku powstało kolejnych osiem w różnych częściach Stanów. W 1961 roku Kroc postanowił kupić od braci McDonaldów prawa do tworzenia sieci barów pod ich nazwiskiem. Kwota jakiej zażądali, była oszałamiająca — dwa miliony siedemset tysięcy dolarów!

Pomimo to Kroc postanowił spłacić Rysia i „Maca"; znalazł kredytodawców. Wyliczył wówczas, że ta ogromna pożyczka (ostateczny koszt transakcji zamknął się kwotą 14 milionów dolarów!) będzie spłacana aż do 1991 roku. W nawet najbardziej optymistycznej wersji Ray nie zakładał, że już w 1972 roku wszystkie jego zobowiązania finansowe zostaną uregulowane (pięć lat wcześniej McDonald's ekspandował na rynki światowe — pierwszy bar poza granicami USA powstał w Kanadzie, a wkrótce potem w kilku krajach Ameryki Środkowej). W tym samym 1972 roku Kroc otrzymał prestiżowe nagrody, były to Horatio Alger Award i The Presidential Star. A w rok później został nawet Amerykaninem Roku.

Pomimo wielu zdrowotnych dolegliwości Kroc pozostał bardzo aktywny do końca swojego pracowitego życia; zawsze mierziła go bezczynność, dlatego wciąż osobiście wyszukiwał najlepsze miejsca pod lokalizację nowych barów.

Kiedy w 1977 roku opublikował swoją autobiografię — już jako senior chairman korporacji McDonalda — jego imperium posiadało 4 177 restauracji w USA i 21 zagranicą.

Trzeba przyznać, że ten chicagowski akwizytor, który był zawsze przeświadczony o swoim zwycięstwie, rzeczywiście zbudował znakomity biznes — wielki pomnik ku czci kapitalizmu — mógł wreszcie spać spokojnie.

Zmarł 14 stycznia 1984 roku w kalifornijskim San Diego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz